Poziom kompetencji językowych polskich gimnazjalistów 
jest jednym z najniższych w Europie.

Takie wnioski płyną z przedstawionego właśnie przez Instytut Badań Edukacyjnych pełnego raportu z Europejskiego Badania Kompetencji Językowych ESCL, które zostało przeprowadzone w polskich szkołach w 2011 r.

Wyniki badań wskazują, że ponad połowa polskich gimnazjalistów nie osiągnęła wymaganego w podstawie programowej średniego poziomu kompetencji językowych – odpowiedniego dla międzynarodowego wskaźnika A2.

Testomania

Z czego biorą się opisane w raporcie problemy? Okazuje się, że w trakcie lekcji uczniowie mało intensywnie posługują się językiem obcym. Badacze zwrócili uwagę także na to, że w trakcie kształcenia niewielką wagę przykłada się do  wypowiedzi pisemnych. Ich zdaniem może mieć to związek z formułą egzaminu gimnazjalnego, który do 2011 r. nie zawierał tego typu zadań.

Szkolni nauczyciele języków rzadko wykorzystują technologie cyfrowe. Słabo wypada także rozwój kompetencji i doskonalenia zawodowego pośród nauczycieli języków obcych. Z kolei uczniowie niechętnie uczestniczą w dodatkowych zajęciach językowych i mały odsetek z nich korzysta z wymian zagranicznych.

O komentarz do tych badań poprosiliśmy resort edukacji. Odpowiedź wydaje się co najmniej dziwna. Rzecznik prasowy MEN odesłał nas do wypowiedzi minister Krystyny Szumilas z ubiegłego roku: „Szkoła coraz lepiej uczy umiejętności. Widać efekty jakościowej zmiany w edukacji”.

Faktem jest, że badanie zostało przeprowadzone pośród uczniów kształcących się według starej podstawy programowej, według której nauka języka obcego rozpoczynała się w czwartej klasie szkoły podstawowej. Od 2009 r. rozpoczyna się już w pierwszej. Tyle że w raporcie czytamy, że liczba godzin nauczania języków obcych w gimnazjum jest  wystarczająca, by uczniowie uzyskali poziom „A2″.

Argument dotyczący starej podstawy programowej nie przekonuje także byłej szefowej MEN Krystyny Łybackiej (obecnie posłanki SLD). – Podstawowym problemem jest to, że polska szkoła nie przygotowuje do życia, ale kształci pod testy. Warto zwrócić uwagę na to, w jakich grupach i warunkach uczy się języków – mówi Łybacka.

Zwraca też uwagę na bierną postawę Ministerstwa Edukacji. – Zamiast przewidywać problemy, działa dopiero wtedy, gdy dochodzi do pożaru – mówi.