Polska Grupa Energetyczna wybuduje pierwszą w Polsce elektrownie atomową razem z Eneą, KGHM oraz Tauronem PE. Ta ważna dla energetyki informacja jest największym wydarzeniem XXII Forum Ekonomicznego w Krynicy.
Szefowie firm podpisali przed chwilą list intencyjny w tej sprawie. To wstępna umowa, spółki wypracują jej ostateczną treść za sześć miesięcy. – To dowód na to, że zapewnią one finansowanie tej inwestycji – powiedział Mikołaj Budzanowski, minister skarbu.
Strony podejmą prace nad projektem umowy nabycia udziałów w powołanej przez PGE spółce celowej, która odpowiada za bezpośrednie przygotowanie procesu inwestycyjnego budowy pierwszej polskiej elektrowni atomowej – poinformowali szefowie spółek.
– Teraz mamy wstępne porozumienie. Na początku przyszłego roku oczekujemy jednak konkretnego porozumienia i konkretnych działań – dodał Mikołaj Budzanowski.
Z ustaleń ISB wynika, że najprawdopodobniej 50 proc. plus jedną akcję w tej spółce obejmie PGE. Zgodnie z podpisanym listem intencyjnym firmy zajmą się w najbliższym czasie wypracowaniem projektu umowy nabycia udziałów w firmie PGE Elektrownia Jądrowa 1 – spółce celowej która ma odpowiadać za inwestycję.
Umowa ma regulować prawa i obowiązki każdej ze stron przy realizacji projektu, przy założeniu że PGE będzie pełnić bezpośrednio lub przez podmiot zależny rolę wiodącą w procesie realizacji projektu – czytamy w liście intencyjnym.
Według znanych informacji, elektrownia atomowa w Polsce ma powstać za ponad dziesięć lat. Nadal rozważane są trzy potencjalne lokalizacje elektrowni – w Choszczewie (woj. pomorskie), w Gąskach (woj. zachodnipomorskie) lub w Żarnowcu (woj. pomorskie).
Minister skarbu Mikołaj Budzanowski już w lipcu informował, że chce, by we współpracy z PGE uczestniczyły KGHM, Tauron i Enea. Plany rządu zakładały wtedy wybudowanie dwóch elektrowni jądrowych o łącznej mocy ok. 6000 MW. Koszty całego przedsięwzięcia mają wynieść około 50 miliardów złotych, mówił Budzanowski. W strategii PGE na lata 2012-2035 przewidziano, że uruchomienie pierwszego bloku energetycznego pierwszej siłowni nastąpi po 2020 r.
Na pytanie skąd resort zamierza pozyskać takie finansowanie, odpowiedział, że chce zastosować podobny model jak w przypadku gazu łupkowego, czyli połączenia sił spółek Skarbu Państwa. Minister doprecyzował, że spółki będą takim inwestorem finansowym, nie bezpośrednim, ale finansowym, który będzie współfinansował inwestycje wspólnie z PGE, czyli m.in. KGHM, Tauron, Enea. – Być może jeszcze inna spółka, by do tego przystąpiła – stwierdził.
To rząd wskazał Polską Grupę Energetyczną na inwestora pierwszych polskich elektrowni jądrowych. Plany państwa zakładają wybudowanie dwóch siłowni jądrowych o łącznej mocy 6 tys. MW. Zgodnie z planami PGE pierwszy reaktor ma zostać uruchomiony ok. 2022-2023 roku.
Nie wszystkim atom w Polsce się podoba
W pierwszą rocznicę katastrofy elektrowni atomowej w Fukushimie żółte beczki symbolizujące odpady radioaktywne przynieśli przed Kancelarię Premiera działacze Zielonych 2004 w ramach akcji Nie chcemy atomu w naszym domu.
Współprzewodniczący Zielonych 2004 Radosław Gawlik i Agnieszka Grzybek oraz inni działacze ugrupowania przekonywali, że rozwój energetyki jądrowej w Polsce jest złym pomysłem. Ubrani w białe kombinezony i w białych maskach przeciwpyłowych na twarzach ustawili przed Kancelarią symboliczne składowisko odpadów radioaktywnych. Przekazali też list otwarty do premiera przeciw energetyce atomowej w Polsce. W akcji uczestniczyło ok. 20 osób.
Na przyniesionych przed siedzibę premiera transparentach umieszczono napisy: Zapraszamy do SPA w Gąskach wycieczka do Fukushimy gratis, Last minute. Wczasy radioaktywne – Gąski, Kopań, Żarnowiec, Lubiatowo, w nawiązaniu do rozpatrywanych lokalizacji elektrowni jądrowych w Polsce.
Na innych transparentach napisano: Ciesz się życiem, odpoczywaj w cieniu reaktora atomowego, Kąpiele w basenie z odpadami radioaktywnymi! Odzyskasz promienną młodość; Hotel „Pod Reaktorem” to udany urlop!!! Promienne plaże!”.
Gawlik w rozmowie z dziennikarzami nawiązał do zawetowania przez Polskę propozycji ws. obniżania emisji CO2 do 2050 r. Według Gawlika nasz kraj trwa przy starych rozwiązaniach, podczas gdy inne kraje myślą w nowoczesny sposób – o efektywności energetycznej, oszczędzania energii, odnawialnych źródeł wytwarzania. – To nie jest dobra sytuacja dla Polski, gdy po raz drugi samotnie wetujemy politykę klimatyczną, na której bardzo zależy dużym krajom UE – powiedział były wiceminister środowiska.
– To nie musi się stać od razu, ale rozmawiajmy z UE o tym, że mamy problem – gospodarkę oparta na węglu. Niech to będzie plan na 40-50 lat, ale niech będzie, niech będzie rozmowa na ten temat – przekonywał. – Mam wrażenie, że mówimy teraz „nie, bo nie”, również nikt na zewnątrz tego nie rozumie – dodał.